Dzień
dobry na blogu… po roku. W ostatnim
czasie bywałam w innych rejonach Internetu, komfortu i chęci pisania
czegokolwiek. Z nadzieją na natchnienie, lepszą jakość zdjęć i powrót do
blogowych relacji, kupiłam w listopadzie fajny kompaktowy aparat, ale nawet to
nie pomogło, bo nie chciało mi się robić nim zdjęć. Musiał przyjść właściwy
moment i tak właśnie odbieram dzisiejszy dzień (choć inspiracja do zabrania
aparatu na wyjazd pojawiła się oczywiście wcześniej). Rok Ognistego Konia czy
jakoś tak. Cieszę się, że tu jestem, cieszę się ze zdjęć.
Wyjazd
był logistycznym łańcuszkiem, łapaniem oddechu i odseparowaniem od poznańskiej
codzienności. Wiatr przewiał, słońce lekko przypiekło, przydrożne drzewa
dokarmiły owocami.
Postanowiłam
dojechać sobie w te Bory Tucholskie, bo nic tak dobrze nie robi jak
doświadczanie drogi. W Borach spotkanie z Mambą i Kamą, obóz hamakowy i
przemierzanie tucholskich szutrów. Powrót na około - przez Warszawę. Tam
spotkania, zbijanie piątek, uściski, wspólne nicnierobienie i rowerowa
społeczność. W trybie nomada z moim ukochanym rowerem Koloride dostojnie
ubranym po pachy, pokonałam troszkę kilometrów. Dostałam komfort, dyskomfort,
pierwszą kąpiel w jeziorze, jagody, komary, kawę w plenerze, królewskie posiłki
i frytki z Maca. Dowiedziałam się, że potrzebuję cięciwy do hamaka, bo inaczej
moskitiera mnie udusi, upewniłam się że na wyjazdach outdoorowych szybkie
ładowanie jednak ma znaczenie no i ścierałam kupę sikorki z tarpa, na którym za bardzo się rozgościła. Jako nowicjuszka w
rejonie pewnego sadu czereśniowego, przestraszyłam się huku armatki bardziej
niż lokalne ptaki i nie poczęstowałam się owocami. Taka to historia. Ładny ten
bikepacking.
 |
| Rzeka Mała Wełna |
 |
| Rzeka Wełna w Wągrowcu |
 |
| Rzeka Noteć w Nakle nad Notecią |
 |
| Hello Koloride |
 |
| Dawny most kolejowy w Koronowie. Obecnie kładka pieszo-rowerowa |
 |
| Rzeka Brda |
 |
| Przeprawa promowa przez Zalew Koronowski |
 |
| Wieża widokowa w Przytarni |
 |
| Jezioro Okonińskie poleca się do kąpieli |





















Warszawska
część regeneracji objęła ważne w życiu hamakowanie, dobre jedzonko (sezonowe leniwe
z malinami i jagodzianki!) oraz rowerowe social ride’y. Tu sporo się działo.
Ustawka z Gravelowymi Typiarami obfitowała w soczyste golden hour, wyzwania
techniczne i przyjemne dla oka kręte widoki doliny rzeki Mieni. Wisienką i momentem weryfikującym „gravelową
typiarskość” okazała się przeprawa przez rzekę, do wyboru: po zwalonym pniu
drzewa lub brodząc w płyciźnie. Następnego dnia ta sama ekipa w collabie z
Natalią Nykiel, naszą podpoznańską manufakturą Koloride i firmą Iris zorganizowała
dziewczyńską ustawkę na skalę robiącą wrażenie. Stół pełen fantów, kartony
jagodzianek, flota testowa rowerów Koloride i przede wszystkim ponad 70
dziewczyn sprawiły, że otworzyły nam się radośnie klapki w głowach, odpowiadające
za obserwację wzrostu popularności kobiecego kolarstwa gravelowego. Dolina
rzeki Jeziorki, Chojnowski Park Krajobrazowy i Las Kabacki zostały zaanektowane przez 5 grup rowerowych bab 😊
.jpg)


















 |
| Przeprawa przez rzekę Mienię |
Komentarze
Prześlij komentarz