Tim Krabbé i jego "Kolarz"

Czas na zajawkę książkową, dawno nie było (poprzednie znajdziecie tutaj) 📚Punkt kulminacyjny grypy już za mną, postanowiłam więc wykorzystać "czas wolny", gdy zwoje mózgowe zaczynają wracać do stanu używalności, ale nadal nie wypada wychodzić spod kołdry.

🚲 🚲 🚲

Po pierwszym akapicie książki wiedziałam już co się święci: "Gorąco i pochmurno. Wyciągam rzeczy z samochodu i składam rower. Turyści i miejscowi przyglądają się znad stolików lokali z ogródkami. Nie-kolarze. Pustka tych żywotów wstrząsa mną".

"Kolarz" Tima Krabbé to relacja z perspektywy holenderskiego zawodnika na blisko 150-kilometrowym wyścigu amatorów kolarstwa w Tour de Mont Aigoual. Akcja osadzona jest w skalistym krajobrazie południowej Francji i realiach lat 70tych, gdy manetki przerzutek znajdowały się na ramie, nie było żeli energetycznych i liczników GPS, zawodnicy jeździli bez kasków a na czas imprezy dla amatorów nie wstrzymywano ruchu drogowego.

Bohaterami prócz Krabbégo są pozostali uczestnicy ucieczki z peletonu: odwieczny rywal Barthélemy, partner na treningach Klebér, Lebusque, który „nie ma pojęcia o ściganiu”, Despuech, którego specjalnością “jest sprint o szóste miejsce", naczelny “wozidupa” (wheel-sucker) Reilhan i bezimienny przyszły profesjonalista w koszulce “Cycles Goff”.

 

"Ludzie składają się z dwóch części: ciała i umysłu. Z tej pary to oczywiście umysł jest kolarzem"

I do tego kolarskiego umysłu jesteśmy zaproszeni, kilometr po kilometrze, od euforii i pewności siebie, po frustrację, załamanie i celebrowanie cierpienia. Wyścigowe tempo narracji okraszone jest błyskotliwym i mocno kąśliwym poczuciem humoru, a także przenikliwą na wskroś trafnością spostrzeżeń. Kto choć raz ścigał się lub doprowadził swój organizm do kresu sił, odnajdzie w tym siebie i swoje myśli, niezależnie od dyscypliny sportowej, którą sobie wybrał.

Autor w trakcie lektury wyścigu daje nam wytchnienie, jak przycisk "pauza", gdy podczas seansu filmowego musimy skoczyć nagle do toalety. A czasem przypomina to reklamy wcinające się w najciekawszy moment filmu. Poszczególne kilometry wyścigu, przerywane są bowiem anegdotami, banalnymi obserwacjami oraz dawką historii kolarstwa i samego Tour de France.

Nie do wiary, że pierwsze polskie wydanie tej książki ujrzało światło dzienne po 46 latach od premiery oryginału! 😮

A Piotrkowi z Podkastu Rowerowego dziękuję za polecajkę! 💛

 

Z ciekawostek:

1. Pierwszy raz w historii wyścigu, peleton Tour de France minął szczyt Mont Aigoual w 1987 roku. Kolejny raz doczekał się tego dopiero w 6 etapie 107 edycji Touru w 2020 roku. Zawodnicy pokonali jednak podjazd z innej strony niż bohaterowie Krabbégo.

2. Tim Krabbé ma Stravę 😉 Facet ma 81 lat i kręci przyzwoite kilometry!

3. Polecam artykuł Toma Vanderbilta o książce, który pojawił się na stronie Bicycling: "Think You Understand ‘The Rider’? Think Again"

 4. Kilka zakreślonych przeze mnie fragmentów książki. Z różnych powodów.

"Lebusque to tak naprawdę tylko ciało. W rzeczywistości nie jest dobrym zawodnikiem"

"Ściganie się polega na tym, że wylizujesz do czysta talerz rywala, zanim zabierzesz się za swój"

"Jakiś facet krzyczy "Szybciej!" Prawdopodobnie sądzi, że w wyścigu szosowym chodzi o to, żeby jechać szybko"

"Trudny odcinek wzniesienia, ale nie zmienię biegu na lżejszy, wstaję z siodełka, przepycham. Jeszcze kilometr wspinaczki. Ależ to niezmiernie żałosne, że w ogóle przyszło mi to do głowy, ale teraz już nie zmienię zdania"

"W kolarstwie szosowym chodzi o wytwarzanie bólu"

"Kiedy już naprawdę, ale tak naprawdę docierasz do kresu sił, to wtedy wrzucasz wyższy bieg"

"Jestem jedynym kolarzem na całym świecie, którego ból czułem, co czyni mnie całkiem niepowtarzalną jednostką"

Komentarze

Popularne posty