Pathfinder Campout czyli pożegnanie lata i wietrzna chłosta

Wspólny wypad do lasu był definitywnym pożegnaniem lata, a właściwie przywitaniem kapryśnej jesieni. Wiatr zacnie nas wysmagał. Gdy w słońcu robiło się ciepło, wełniany sweter leciał w odstawkę. Chwilę później słońce szło na fajrant zostawiając gęsią skórę, więc wełna wracała do łask. I tak cały dzień. Przyjmując jednak, że szklanka jest do połowy pełna, można powiedzieć, że silny wiatr litościwie przeganiał instagenne chmurki (to stwierdzenie Kory), tak byśmy mogli cieszyć się słońcem, a na otwartych przestrzeniach widokami jak z tapety Windowsa. W lesie jednak było najlepiej. Cisza, delikatne szelesty, krakanie kruków i chrupanie żołędzi pod kołami rowerów.

W międzyczasie śmiechy chichy, folklor lokalnych sklepów, traktor z sierpem i młotem na zderzaku, strzelanie z procy, japonki Michała, stek na żarze, gra w Uno przy świetle czołówek i chłodne obozowisko z rozświetloną Matką Boską Primaverą w jego centrum. Może brzmi to dość enigmatycznie lub bardzo inside, ale nie ma sensu bardziej tego tłumaczyć.

Po mroźnej nocy (5 st.) przyszedł czas na wystawienie nosa z puchowej twierdzy hamakowej i wyborny zestaw śniadaniowy: zupę pomidorową z solidnym wkładem i kawę z młynka Bociana. Zwinięcie obozu i powrót do miasta wymagał dobrego nastrojenia i ciepłego brzucha. Na trasie połączyliśmy trzy style: bikepackingowy, ucieczkę na trasie zawodów MTB oraz peleton szosowy. Niech żyje kolarstwo wszechstronne. 

Dzięki ekipo pod batutą Asi i Daniela!

Zalewam Was galerią zdjęć. Niektóre foty dzięki uprzejmości Coffee Tea Trip, rozpoznacie które 😏




























































































Komentarze

  1. Swietna wspólna wyprawa! Rower jednoczy ludzi :) W moim przypadku wełniany sweter jest bardzo często używany podczas takich jesiennych wypraw. Już wielokrotnie idealnie się sprawdził podczas nieciekawej pogody.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty