Pathfinder Campout czyli pożegnanie lata i wietrzna chłosta
W międzyczasie śmiechy chichy, folklor lokalnych sklepów, traktor z sierpem i młotem na zderzaku, strzelanie z procy, japonki Michała, stek na żarze, gra w Uno przy świetle czołówek i chłodne obozowisko z rozświetloną Matką Boską Primaverą w jego centrum. Może brzmi to dość enigmatycznie lub bardzo inside, ale nie ma sensu bardziej tego tłumaczyć.
Po mroźnej nocy (5 st.) przyszedł czas na wystawienie nosa z puchowej twierdzy hamakowej i wyborny zestaw śniadaniowy: zupę pomidorową z solidnym wkładem i kawę z młynka Bociana. Zwinięcie obozu i powrót do miasta wymagał dobrego nastrojenia i ciepłego brzucha. Na trasie połączyliśmy trzy style: bikepackingowy, ucieczkę na trasie zawodów MTB oraz peleton szosowy. Niech żyje kolarstwo wszechstronne.
Dzięki ekipo pod batutą Asi i Daniela!
Zalewam Was galerią zdjęć. Niektóre foty dzięki uprzejmości Coffee Tea Trip, rozpoznacie które 😏
Swietna wspólna wyprawa! Rower jednoczy ludzi :) W moim przypadku wełniany sweter jest bardzo często używany podczas takich jesiennych wypraw. Już wielokrotnie idealnie się sprawdził podczas nieciekawej pogody.
OdpowiedzUsuń